Jak co rano - wstałam i w szybko się ubrałam.Zbiegłam na dół, tam były już ubrane dzieci. Scott i Hannah siedzieli przy stole i jedli śniadanie pod czujnym okiem mamy. Pocałowałam ją w policzek a tatę przytuliłam siedzącego tyłem zajęty gazetą.
-Pamiętasz, że dziś o 16 musisz odebrać dzieci z przedszkola? - spytała mama.
-Przecież mam pracę... - zaczęłam jednak zahamowałam się. - dobrze, wezmę je do pracy...
-Mówiłam ci to wczoraj, Jane... - mruknęła mama. - Wiem, że masz pracę... ale my nie weźmiemy ich do sklepu...
Ja tym bardziej do pracy... - pomyślałam.
-Tato zawieziesz mnie czy mam dzwonić po taksówkę? - spytałam łapiąc rogala z czekoladą w rękę.
-Pewnie, ubieraj się, ja jestem gotów.
Uśmiechnęłam się i z ulgą pospiesznie wyszłam do auta taty.
Zanim wyszedł oczywiście minęło parę ładnych minut, jednak pojawił się i szybko wystartował z podjazdu. Tata był świetnym kierowcą, kiedy trzeba jechał szybko, kiedy nie - wolno. Kiedyś był policjantem, jednak go wyrzucili. Do tej pory nie wiem dlaczego...
Spóźniona o pięć minut na obchód weszłam do pokoju pacjenta który aktualnie był na liście. Ordynator spojrzał na mnie podirytowany i kontynuował.
-Znów spóźniona... nie masz wcześniej autobusu? Co z taksówką? - spytał Mark.
Przemilczałam to. Mark jeszcze nie dał sobie ze mną spokoju. Nie odpuszczał, notorycznie do mnie wydzwaniał i zaczepiał w pracy, pomagał i nalegał bym była z nim w grafiku. Jednak odmawiałam, wiedziałam, że to nigdy nie był dobry pomysł. Zawsze byłam zapisana na operacje z ordynatorem i Susanne.
-Paul, pozwól do mnie. - usłyszałam za plecami głos ordynatora od razu po obchodzie.
Jednak weszli wszyscy którzy aktualnie byli na stażu. Usiedliśmy przy tym samym stole co zawsze i patrzyliśmy na niego w oczekiwaniu.
-Ktoś stąd wyleci. Niektórzy są zbyt pewni swojego sukcesu, ale to moment, kiedy powinienem jednego odpalić. - wszyscy spojrzeli po sobie. - Nie lubię tych momentów, trudno mi rozstać się z tak bardzo dobrze zapowiadającymi się chirurgami, jednak muszę z przykrością stwierdzić, że odpada Denis.
Denis spojrzała na nas wszystkich ze łzami w oczach. Na mnie, jakby z wyrzutami. Nigdy mnie nie lubiła, uważała, że nie zasługuję na to miejsce w tym szpitalu. Jednym z lepszych w kraju i najlepszymi lekarzami. A jednak, zbyt pewna siebie - odeszła.
Wszyscy odetchnęli z ulgą.
Do pokoju weszła zniecierpliwiona pielęgniarka, i wydyszała.
-Karambol na centralnej...
Wszyscy się poderwaliśmy i zeszliśmy na parter gdzie było mnóstwo osób poszkodowanych. Niektórzy złamanie z przemieszczeniem, niektórzy otwarte, na takie rzeczy patrzyłam z trudem. Moje nerwy nie były na to przygotowane. Jednak jestem tutaj, zaszłam daleko... musiałam to przejść... dla rodziców.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz