Po przyjęciu ludzi z wypadku samochodowego na moście dostałam do opieki małą dziewczynkę. Miała zdaje się złamaną rękę i do nikogo się nie odzywała. Kucnęłam przy niej i spojrzałam na nią, jeśli ma złamanie gdziekolwiek to powinna zwijać się z bólu, tym bardziej, jeśli to tak młodziutka osoba.
-Cześć, jestem Alexiene... - uśmiechnęłam się do niej. - Jesteś tu sama bez rodziców?
Rozmawiając z nią, a raczej sama ze sobą, bo nie była zbyt rozmowna, podawałam zastrzyk znieczulający. Zawołałam Victora, był ortopedą dziecięcym. Świetnie sobie radził z dziećmi, uśmiechnęłam się obserwując jak świetnie dziewczynka się przed nim otworzyła.
-Ile masz lat? - spytał uśmiechnięty Victor.
-Pięć. - odparła ze łzami w oczach.
-Jesteś niesamowita, wiesz?
-Wiem. - odparła całkiem rozluźniona.
Ściągnęłam brwi. To przecież nie złamanie, nie ma siniaka, znacznego śladu, wybitej nawet kości prawej ręki.
-Poradzisz sobie chwilę? Ja muszę coś sprawdzić.
-Jasne, damy radę.
Wsadziłam dłonie do białego kitla i podeszłam do listy lekarzy. Kto przyjmował...?
-Mark... - szepnelam do siebie.
Podeszłam do niego gdy obserwował jak przyjmuje doktor Bielska.
-Możesz ze mną? - spytałam go a ten Spokojnie podazyl za mna.
-Mozesz mi wyjasnic dlaczego postawiles zla diagnoze tej dziewczynki ze "zlamana prawa reka"?
-Jak to zla? Przeciez...
-To stluczenie. Ma jedynie lekko rozciety policzek, skad wzielo sie zlamanie?
-Bylem pewny,ze...
-Na bloku tez bedziesz taki pewny a potem zrobisz z kogos inwalide. Nastepnym razem zglosze to pani ordynator..
Odwrocilam sie na piecie a za soba uslyszalam jeszcze glos Marka.
-Uwazaj co komu mowisz. - spojrzalam na niego uwaznie.
-Co to mialo znaczyc?
-Nie pchaj nosa tam gdzie nie powinnas.
Odszedl.
Wracalam poznym wieczorem do domu po skonczonym dniu w pracy. Przechodzilam obok cmentarza, lezal tam moj ukochany dziadek,Jednak no bylam na jego grobie od 7 lat. Dlaczego...? Bo nie umialam przebolec utraty kogos. Robil kariere, znienawidzony z wzajemnoscia przez mojego ojca I matke stal sie biznesmenem na wielka skale. Jednak DLA mnie był wzorem I idealnym dziadkiem. Wraz z babcia mnie wychowali od 2 do 10 roku zycia Bo rodzice podobno nie byli w stanie... Jednak ja wyparlam z siebie te wspomnienia.
Tesknie za dziadkiem... Nie znalezli jego ciala jednak nadzieja ze zyje przepadla. Osoba publiczna jak on nie znika bez sladu.
Wpadlam na dzirwczyne ktora akurat ignorowala zlosliwe wulgarne komentarze jakis chloptasiow.
-Przepraszam... - wymamrotala.
-Nic sie nie stalo... zaraz... Maddie? - przyjrzalam sie jej blizej.
-Skad Znasz moje imie?
-Alexiene, pamietasz? - zasmialam sie.
-Nie.. Alex Paul?!
Przytulila mnie.
Wieki jej nie widzialam. Kiedy ja bylam w szkole w ostatniej klasie kiedys wylalam na nia kawe gdy jakis chlopak mnie potracil celowo. Przeprosilam ja a chlopak przyczepil sie do mnie. Maddie stanela w mojej obronie. Od tamtej pory do konca szkoly bylysmy bliskimi przyjaciolkami. Potem... Coz... Kontakt sie urwal gdy wyjechalam do Londynu na Studia I wrocilam tu by pomoc rodzinie... Cieszylam sie, ze ja widze...
