poniedziałek, 11 grudnia 2017

Od Alexiene

  Impreza trwała w najlepsze. Tak mogłam żyć, tak jak powinnam w tym wieku i wybawić się za wszystkie możliwe czasy. Nie myślałam, jak będę wyglądała w pracy, co powiedzą w pracy... niczym się nie przejmowałam. Gdy piłyśmy drinka z DJ'ami nie sądziłam, że z bliska będą jeszcze przystojniejsi! Faza robiła się większa, procenty z każdą minutą wzrastały a nam było mało.
  Dopiero gdy zaczęłam przegryzać wargi i język zapaliła mi się czerwona lampka. Weszłam do łazienki, spojrzalam w lustro. Wszystko było fajne, nawet głupia mydelniczka wydawała się super. Wszystko miało inne kolory, moje oczy pląsały na lewo i prawo a ja traciłam kontrolę nad własnym ciałem. Chciałam wejść po ścianie na sufit i tańczyć do góry nogami.
  Ktoś mnie trafił. W drinku coś było. Ktoś coś dorzucił.
-Tu się podziałaś! - usłyszałam głos Maddie, jakby odbijał się echem.
-Kurde... - mruknęłam sama do siebie.
-Co? - zaśmiała się przyjaciółka.
-W sumie... to nic! - parsknęłyśmy obie.
  Usiadłam na umywalce i spoglądałam co chwile na wchodzące obce mi klubowiczki.
-Ale wyglądasz...! - krzyknęła Maddie.
-Ty to nie?!
-Widziałaś tego przystojniaka?
-Jest ich tu zbyt wielu! Poza tym... ja... się... nie ogląąądammm... za mężczyznami... - dodałam przeciągle.
-A powinnaś! Spodobałaś się chyba Hubertowi... to ten DJ, brunet...
-Nie,nie,nie! Żadnych facetów! Chodź się bawić...!
  Wyszłyśmy z łazienki, trzymając Maddie za dłoń podbiłyśmy do baru i zamówiłyśmy drinka. Barman - Kaka - był nieziemski. Albo... może... mi sie wydawało?
  Zaśmiałam się sama do siebie a za mną Maddie, jakby odczytała moje myśli.
  Chwiejnie wypiłam drinka a przyjaciółka równo ze mną. Przybiłyśmy sobie piątkę i poszłyśmy dalej rządzić na parkiecie.
  Gdyby nie ta dziwna grupa chłopaków stojąca przed klubem gdy ja i Maddie wyszłyśmy na papierosa nie martwiłabym się o nas. Dwie ostro porobione, bezbronne dziewczyny w klubie pełnym porobionych facetów myślących penisami.
-Przystojniacha jak ta lala.... - mruknęła Maddie jakby do siebie.
  Podążyłam za jej wzrokiem.
-O nie,nie, od tych panów z dala. Wydają się podejrzani.
-Chodź do nich! - poprosiła podekscytowana.
  Odpaliłam niezdarnie papierosa prawie się podpalając zapałkami i jednak uległam słodkim oczkom przyjaciółki.
-Hej! Podeszłyśmy bo jakoś dziwnie mnie obserwujesz..
-Tak się składa, że to ty mnie obserwujesz. - odparł jakby obojętnie.
  Zaintrygował mnie, jednak nie dałam się na to złapać.
-Ja tam widziałam jak na nią potajemnie zerkasz. - skomentowałam dumnie.
-Ale porobione... dawaj, weźmy jedną...
-Albo dwie... - dodał drugi koleżka.
  To co miałam w drinku działało jak cholera, jednak nie dałam się ponieść emocjom i fantazji.
  Wcale nie są przystojni i wcale nie wyglądają zabójczo.
-Maddie, chodź... - pociągnęłam ją za rękę.
-Nie chcę, pogadam sobie z kolegami... Idź jak chcesz.
-Oszalałaś! - krzyknęłam wściekła. - Idziemy. Koledzy mogą iść z nami.

  W klubie było coraz lepiej i goręcej. Muzyka była coraz lepsza a ja i Maddie nie przestawałyśmy pić i palić. Palić - dosłownie wszystkiego, co się dało. Ci nowi mieli różne rzeczy które widziałam pierwszy raz na oczy. Impreza nabierała tępa, chciałam już się położyć spać, jednak gdy do loży VIP przyszli nowi koledzy naszych nowych kolegów zrobiło mi się słabo.
  Czemu?
  Z nimi zjawił się ten nieznajomy od pacjenta Billy'ego ze szpitala.
-Czeka na ciebie przy barze. - mruknął jeden z nich, przy którym siedziała Maddie.
  Głównie rozmawiała ze mną, zgrywając niedostępną. Jednak ja byłam ciekawa jednej osoby. Podążyłam za nim, przepychając się ze środka kanapy. Miałam wrażenie, że macali mnie po nogach a nie stać ich było na wyższe kroki. Cieszyłam się, bo nie wiem, czy byłabym w stanie zareagować, tym bardziej, że ledwo co chodzę o własnych nogach.
  Podejrzałam co robi ciekawy nieznajomy.
-Nie sądziłem, że sprawy przyjmą taki obrót. Mieliście załatwiac swoje sprawy bez ofiar w grupie. - mówił starszy mężczyzna.
-Niestety akcje takie jak ta trudno przechodzą bez ofiar.
-On musi zginąć, wiesz o tym?
  Cisza.
-Co takiego? - spytał nieznajomy, nie za bardzo wiedząc o co mu chodzi.
-Billy. Musi zginąć. Twój ojczulek nie zatuszuje sprawy przed psami a jak twój brat się wybudzi to albo wyląduje w pierdlu albo wszystko o nas wyśpiewa.
-Nie wyda nas, Harry.
-Drogi Danie, myślisz, że twoje ręczenie za niego cokolwiek zmieni? - zaśmiał się.
-Chłopaki mają świadomość, co ich czeka jeśli wybiorą takie życie. Ty też wiedziałeś jak i Billy. Napij się. - uśmiechnął się do niego.
  Dan złapał w ręce kolejkę i wypił wszystko do dna bez przerwy i skwaszenia na twarzy, popił parę tabletek i wstał od stołu. Wróciłam na swoje miejsce, gdzie Maddie wyraźnie się zmartwiła moją nieobecnością.
-Gdzie ty byłaś?!
-W łazience... - odparłam, chcąc usiaść jednak zachwiałam się i upadłam tracąc przytomność.

   Obudziłam się w obcym łóżku i obcym miejscu. Nic nie pamiętałam, w głowie tylko miałam urywki świetnej zabawy z Maddie a potem... dziura.
  Obok mojego łózka siedział ktoś mi znany... Obraz dochodził do siebie powoli, a ja ujrzałam nagle Dana, który był tam przecież! Ze mną i Maddie!
  A on tylko się mi przyglądał.
-Co ty tu do cholery jasnej robisz? I gdzie ja jestem? I gdzie Maddie?!
-Spokojnie... - podał mi herbatę. - Napij się. Twoja przyjaciółka jest w drugim pokoju. Chłopaki pomogli mi ją dostarczyć.
-Gdzie, kurna, dostarczyć?! - zadławiłam sie prawie herbatą.
-Do mnie...- westchnął. - Mieszkam w centrum, wynajmuję tu apartament. Wczoraj jeden z DJ'ów podał wam tabletkę...
-Boże, gwałtu...? - szepnęłam.
  Dan zaśmiał się.
-Nie... cholera, aleś ty męcząca... - skomentował moje zachowanie, na co zamilkłam. - Tabletkę, która nazywa się prościej... dopalaczem. Są różne odmiany, ty dostałaś tę lżejszą ale pokopało was ostro. Ale ten typ został szybko naprostowany przeze mnie i kolegę po ''fachu''.
-Boże... gdzie Maddie...?
-Pokój obok.
  Umierająca, chwiejnym krokiem podążyłam do pokoju gdzie była przyjaciółka. Weszłam, a ona zerwała się po moim pytaniu na wejściu.
-Boże, jak się czujesz? Co za impreza....
-Szczerze... nawet nieźle... - westchnęła i spojrzała na mnie.
-Co..? Gadaj!
-Nic! Nic sie nie wydarzyło...! Po prostu... podoba mi się ten chłopak... Wiesz... ten...
-Oni są podejrzani, powinnyśmy się zwijać...
-Masz rację... eh... mam tyle spraw...
-Mi łeb pęka...
-A mi brzuch zaraz się zapadnie z głodu...

  Zeszłyśmy na dół, obok był bar i sklep w jednym. Od razu wzięłam masę chipsów i piwo.
-Klin klinem... - zaśmiała się Maddie.
-Dokładnie, stara zasada...
-Ja chyba kawę... muszę odżyć...
-I zapomnieć imprezę? - spojrzałam na nią porozumiewawczo.
-NIGDY!- odparła.
  Była zdecydowanie bardziej wyluzowana ode mnie i rozrywkowa. Może dlatego, że pracuję jako lekarz i do zdrowia i systematyczności mam wielką wagę... a ona? Świetna dziewczyna potrafiąca się bawić...
  Poszłyśmy w strone lady, minęłyśmy parę jedzących osób a na miejscu jednych z nich zobaczyłam Dany'ego.
-A ty...
-Jem. - odparł obserwując nas.
-Ale byłeś przed chwilą na górze...
-Trafna uwaga. - odparł obojętnie.
  A my zszokowane stałyśmy jak słupy soli i gapiłyśmy się to na niego, to na siebie.
  Kolejny raz poczułam w środku, że on naprawdę mi się podoba... w sensie... co mogę stwierdzić po paru razach liczących jedynie spojrzenia i wymianę zdań, dość niemiłą, a nagle zjawia się na imprezie jak na zawołanie i nawet nie wiem czy się z nim przespałam czy gadałam głupoty bo za cholerę - nic nie pamiętam! Nic a nic! Zrozpaczona zapłaciłam za produkty wraz z Maddie i skierowałyśmy się do wyjścia. Gdyby ten głąb ( Madd)  nie pomachał mu, nie zaproponowałby podwózki. A wolałam od niego trzymać się z dala.
  Ale koniec końców... odwiózł nas, a ja... chciałam powtórzyć jeszcze nie raz tą imprezę... jedynie z odzyskaną przyjaciółką...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz